Notatki

przy herbacie

Juno - Soundtrack

Juno SoundtrackJuno Soundtrack

Oczywiście - byłem na filmie, ale nie o nim mam zamiar tutaj pisać (zdziwieni?). Nie mniej - ścieżka dźwiękowa pasuje do filmu. I bardzo się cieszę, że nie jest to też soundtrack w stylu “weźmy jakieś popularne piosenki, żeby płyta się sprzedała” (jakże często spotykana “strategia”, szczególnie jeżeli chodzi o nasze rodzime filmo-komedio-romantyczno-seriale). Nie, tutaj widać, że muzyka została dobrana z pomysłem.

Cała płyta trzyma swój specyficzny, jednak jednocześnie łatwo rozpoznawalny klimat, który trudno jest mi jednym słowem opisać. Szczególnie, jeżeli ktoś nie słuchał kogoś takiego jak Belle & Sebastian (mają jedną piosenkę na tej płycie, a nawet dwie), Sufjan Stevens (z tych raczej weselszych kawałków), the Shins (bardziej w kierunku ich drugiej płyty) czy Bright Eyes. Jeżeli ktoś słuchał to już mniej więcej wie o co chodzi. Ogólnie można powiedzieć, że są to raczej wesołe piosenki (choć nie zawsze), niekiedy z trochę dziwnym (dziecinnym?) tekstem i z gitarą w tle. Głównie gitarą. Oczywiście - głównie akustyczną. Część z nich została wygrzebana z przeszłości (czego można się było spodziewać jeżeli się widziało film), a część wydaje się z niej wyraźnie czerpać. Jeżeli ktoś by mnie naprawdę mocno przycisnął to posiłkując się Wikipedią powiedziałbym, że można to wsadzić do szufladki z napisem “indie soft rock + antifolk” (czymkolwiek antifolk jest). Ale na co komu szufladki?

Nie będę tutaj przytaczał całej (play)listy piosenek, które są na płycie, bo to sobie każdy może w prosty sposób znaleźć. Tak samo nie mam zamiaru omawiać po kolei każdej piosenki - najzwyczajniej w świecie mnie to przerasta, ja mogę podzielić się wrażeniami z całości i wyłapać co fajniejsze kawałki. A do takich na pewno należą Expectations (Belle & Sebastian), Loose Lips (Kimya Dawson) czy Vampire (Antsy Pants). Znajdzie się jeszcze co najmniej kilka, jednak te jakoś szczególniej zapadły mi w pamięć.

Tematycznie piosenki są raczej podobne - młodość, trochę samotności, miłość i problemy z tym związane. Teoretycznie standard, jednak dla mnie przynajmniej w trochę mniej banalnej formie niż zwykle. Możliwe, że to przez wrażenie, wywołane gitarą i tekstem, że pod tym wszystkim tkwi jeszcze coś więcej. Że pomimo pewnej prostoty formy mówi się o czymś większym. A przy tym wszystkim piosenki są wyjątkowo ciepłe i niekiedy całkiem zabawne. Sprawia to, że jest to jedna z tych płyt, w którą będzie się można z przyjemnością wsłuchać podczas samotnych spacerów ze słuchawkami na uszach.

Reasumując - na pewno jeden z lepszych soundtracków, na tyle dobrych, że nie potrzebuje się do niego znajomości filmu (z którego, notabene, najbardziej podobała mi się właśnie muzyka) i mógłby funkcjonować jako “niezależna” płyta-składanka, jednak wtedy pewnie bym do niej nie dotarł. Jeżeli ktoś lubi starsze gitarowe klimaty to płyta powinna się spodobać. Ja już kupiłem. A innym polecam przynajmniej przesłuchać.

Napisz komentarz
?

O Autorze

Już ponad 19-letni student. Informatyki. Najczęściej znany w internecie jako "Roberto".

Zainteresowania: webmasterka, muzyka, trochę filmy.

Więcej o mnie na mojej stronie.